piątek, 11 września 2015

Dzień z życia pielęgniarki...

Hej:) dzisiaj chciałam Wam przybliżyć moją codzienną pracę. Dla nas- pielęgniarek- jest to szczególny czas, czas rozmów i negocjacji z Ministrem Zdrowia w związku z wynagrodzeniem oraz warunkami pracy. Słyszał ktoś o kampanii OSTATNI DYŻUR? https://www.ostatnidyzur.pl/
To czas strajków i demonstracji...i bardzo dobrze!
Niestety spotkałam się z ogromnym hejtem na forach internetowych, no bo jakim prawem pielęgniarka domaga się podwyżki skoro cały dzień pije kawę i plotkuje z innymi "siostrami"? Jaki prawem podwyżka- każda pielęgniarka jest niemiła i traktuje pacjenta jako zło konieczne. W imię czego podniesienie pensji skoro skończyła tylko liceum medyczne? Przecież pielęgniarstwo to misja, żądanie podwyżki nie jest w dobrym tonie.
Hmmm no koment!

Aha tak na marginesie pielęgniarki nie lubią zwrotu "siostro", kiedyś pielęgniarkami były....zakonnice, stąd ten zwrot. Dziś nie jesteśmy niczyimi siostrami;p do lekarza nikt nie mówi "bracie", do pani na poczcie "córko" :)

Nie będę nikogo broniła, bo ludzie są różni, czy to w szpitalu, czy w kościele...
Ale jedyne co mam na obronę mojej grupy zawodowej to fakt, że mało która pielęgniarka pracuje tylko w jednej placówce, przeważnie mają po dwie, trzy prace i/lub dokształcają się (tak jak ja) kosztem swojego czasu i kombinowania z grafikiem. Jesteśmy wciąż przemęczone, sfrustrowane i wciąż niedoceniane. Pacjenci i ich rodziny są coraz bardziej roszczeniowi. Sorry takie mamy czasy. Teraz każdy każdemu patrzy na ręce.

Ukończyłam 3-letnie studia licencjackie na Wydziale Medycznym, kierunek Pielęgniarstwo. Jestem w trakcie 2-letnich studiów magisterskich. Na pewno w przyszłym roku, jak tylko się obronię, rozpocznę 2-letnią specjalizację ukończoną Egzaminem Państwowym w Warszawie. Marzą mi się także 4-letnie studia doktoranckie. Ile lat nauki...w najgorszym przypadku "tylko" 7, w najlepszym 11...ale cały czas muszę się dokształcać, odbywać szkolenia, zapoznawać się z nowym sprzętem medycznym czy lekami...
W tej chwili studiuję, jednocześnie pracuję na oddziale zabiegowym, gdzie popołudniami, w nocy i w weekendy nie ma lekarza... zarabiam mniej, niż wynosi najniższa krajowa...


5:00 dzwoni budzik...od razu wstaje na równe nogi
6:45 wchodzę na oddział- parzę kawę (tak kawę, żeby nie psuć wizerunku pielęgniarki:), wpisuję się na listę obecności, wymieniam zdawkowe zdania z koleżankami z nocnej zmiany, szykuję sobie listę pacjentów i siadam w dyżurce pielęgniarskiej, gdzie zbiera się pielęgniarka oddziałowa, jej zastępczyni, pielęgniarka opatrunkowa (czyli 3 pielęgniarki, które pracują na krótką zmianę do 14:30) oraz druga pielęgniarka (z którą spędzę 12 godzin-od 14:30 zostajemy tylko we dwie). Wysłuchujemy raportu pielęgniarskiego, czyli tego co działo się z pacjentami w trakcie nocnego dyżuru.
7:00 zaczynamy pracę, przyjmuję w oddział nowych pacjentów (planowe przyjęcia), rozpisuję ich w tysiącach egzemplarzy (imię, nazwisko, adres, pesel, rozpoznanie) na każdym możliwym druczku, wypisuję badania, pobieram krew, mocz, czasami trzeba cewnikować, lub szykować w trybie pilnym na blok operacyjny. Próbuję rozmieścić ich po salach (tutaj mają zastosowanie  wszelkie możliwe kombinacje logistyczne), teoretycznie miejsc na oddziale jest 26, a pacjentów dwa razy tyle.  W międzyczasie szykuję pacjentów na zabiegi- wkłucia wenflonów, antybiotyki, premedykacja...tak do godziny
10:30 kiedy to dostaję karty zleceń z dyżurki lekarskiej i zaczynamy prawdziwą zabawę... szykuję hektolitry kroplówek i antybiotyków, a także leków przeciwbólowych. Staram się rozłożyć tabletki ale oczywiście jestem co chwilę odrywana od tych czynności żeby: pobrać kolejną krew, podać p/bólowy, p/wymiotny, p/gorączkowy, zacewnikować kogoś, kto nie oddaje moczu od 3 dni, asystować przy nakłuciu nerki, nakarmić pacjenta, wylać komuś pełny worek moczu, ponownie zmierzyć temperaturę gorączkującym, nieraz zdarza się reanimacja na szczęście rzadko... Kiedy już rozłożę miliony malutkich, kolorowych tabletek i przechodząc przez oddział wręczam każdemu pacjentowi jego dawkę, odpowiadam na pytania moich hospitalizowanych podopiecznych: "co to za lek mi siostra tutaj daje? a jaka to dawka? a na co? a ostatnio miałem po tych tabletkach wysypkę/ wymioty/ biegunkę"...na moje pytania czy chory mówił o swoich dolegliwościach lekarzowi, który przecież zleca dany lek, pacjenci robią duże oczy i otwierają ze zdziwieniem usta...czyli mam kolejny problem- muszę iśc do lekarza i poprosić o zmianę leku danemu pacjentowi...ok tabletki rozdane
No to jedziemy z wózkiem zabiegowym- leki dożylne. Tu zaczyna się prawdziwa przygoda z wenflonami, bo "wykuł mi się sam", "tamta poprzednia siostra źle mi założyła", "nie chcę tutaj wolę wyżej/ niżej/ na drugiej ręce", "czemu aż tyle tych płynów?", "a co mi siostra podłącza? a na co?" ehhh...dziennie około 20-30 wenflonów tutaj też nie mogę do końca oddać się wykonywaniu zabiegów aseptycznych, ponieważ przyjeżdżają pacjenci po zabiegach endoskopowych oraz blokowych, do których trzeba zaglądać co 15 min, mierzyć ciśnienia, oglądać opatrunki, przełączać kroplówki...
14:30 do domu wychodzą lekarze i pielęgniarki krótko zmianowe, zostajemy z koleżanką we dwie, na ponad 30 pacjentów, w tym około 5-6 osób po operacji, wtedy najczęściej dochodzi do zdarzeń nieprzewidzianych, nieplanowanych ostrych przyjęć itd
16:00 wyjezdżamy w oddział- ja znowu z antybiotykami dożylnymi, koleżanka z wózkiem opatrunkowym. Pomagamy sobie- mierzymy temperatury, zmieniamy opatrunki, zmieniamy pozycję pacjentom leżącym, przebieramy, dopajamy, pocieszamy, rozmawiamy z rodzinami.
17:30 zaczynamy wyścig z czasem- zaczynamy wypełniać dokumentację medyczną- zlecenia od lekarza-stemplujemy się pod wykonanymi, karta obserwacji pacjentów po zabiegu, karta pielęgnacyjna, karta obserwacyjna- tutaj kilka zdań o KAŻDYM pacjencie w oddziale, oraz o każdym wypisanym ze szpitala (najbardziej czasochłonne zajęcie), raport pielęgniarski- tutaj wpisujemy wszystkich nowoprzyjętych oraz wypisy, i każdą ważną adnotację np. o toczeniu krwi w danym dniu, robimy też kategoryzację na komputerze- znowu każdego pacjenta. Rozkładamy leki na kolację, ja mierzę cukry i podaję insulinę, w międzyczasie znowu podaję przeciwbólowe leki w rekordowych ilościach.
18:45 nadchodzi kolejna zmiana, ufff już tylko zdam raport i do domu...jeszcze tylko umyję kubek po porannej kawie:) 



5 komentarzy:

  1. Nie przejmuj się hejtami były, są i zawsze będą ;P Tak naprawdę każda praca w oczach kogoś kto ją nie wykonuje jest banalnie prosta i przecież w ogóle się nie trzeba napracować :/ Życzę Ci podwyżki, mało pracy, no i kształcenia się jak tylko Ci się wymarzy z najlepszymi wynikami ;D
    Zapraszam również do mnie ! :) Klik :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj, trafiłam tu poprzez komentarz zostawiony na moim blogu pielęgniarskim, którego przez chwilę prowadziłam (wpis "dzień z życia pielęgniarki" - wpis jest dostępny na blogu marny puch). Myślę, że skoro powstają takie wpisy, to znaczy, że są potrzebne. Już nie chodzi o pieniądze, ale o te koszmarne warunki pracy - im więcej takich wpisów tym lepiej, bo w ten sposób ludzie mogą poczytać, jak wygląda nasz praca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak zgadza się im więcej tym lepiej. Jednak podobieństwo wpisów jest nieprawdopodobne;)

      Usuń
    2. Pomysł i forma przedstawienia naszej pracy identyczne, dlatego kiedy trafiłam na Twoj blog i przez przypadek po nim buszujac odkryłam wpis o tym samym tytule, co u mnie aż mnie zamurowalo...

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, to on daje mi motywację